Spacer po Tarantuli
Znów wracam do tematu mrówek. Tym razem jednak w wyjątkowo nietypowej scenerii, bo w trakcie spaceru po… tarantuli. Spacer też nietypowy, bo zaczepno-obronny. Dzielne mrówki usiłowały przedrzeć się przez gęste futro i dobrać do skóry pająkowi, który przyssał im się do gniazda. Bezczelny! Nie zważając ani na deszcz, ani na coraz bardziej rozwścieczone robotnice ptasznik wyjadał mrówcze dzieciaki z wnętrza białej wacianej kuli.
Jest jeszcze inna wersja wydarzeń, może nawet bardziej prawdopodobna. Ptasznik użył swojej pajęczyny do budowy kokonu, w którym umieścił jaja. Niestety okoliczna banda mrówek-morderców zwietrzyła łatwą zdobycz i rzuciła się na matkę kurczowo trzymającą swój skarb. Tarantula starała się nie zważać na bolesne ukąszenia małych drapieżców i dzielnie ciągnęła za sobą kokon, żeby go ukryć w bezpiecznym miejscu.
Która wersja bardziej Wam odpowiada? Liczę na opinię jakiegoś ptasznikoznawcy…
Spotkaliśmy dwie tarantule podczas naszej wyprawy. Jedną wyrwaliśmy ze snu grzebiąc patykiem w jamce pomiędzy korzeniami. Właściwie to nasz przewodnik jako jedyny miał odwagę drażnić się z ptasznikiem – chciał wywabić pająka z gniazda żeby w całej okazałości pokazał się zafascynowanym podróżnikom. My tylko zgodnie świeciliśmy tarantuli w oczy latarkami, rozpraszając tym samym ciemności dżunglowej nocy. Kiedy ptasznik obraził się i schował na dobre, wróciliśmy do namiotów domykając skrupulatnie wszystkie zamki…
Drugie spotkanie było w deszczowy dzień w ruinach Caracol. Rozpierzchliśmy się po piramidach zaglądając do wszystkich ciekawych zakamarków i robiąc zdjęcia, kiedy usłyszeliśmy nieco drżący głos kolegi: “Słuchajcie!… Koło mojej nogi jest tarantula… dotykam ją butem…” Oczywiście kto żyw popędził oglądać tarantulę. “Ona chyba nie żyje…” Fakt, pająk w ogóle się nie ruszał. Za to przyssany był do dużej wacianej kulki, obleziony przez mrówki i pokryty maleńkimi kropelkami nieustającego deszczu. Kiedy poruszony butem pająk wykazał oznaki życia, wszyscy zgodnie z krzykiem przerażenia odskoczyliśmy. Odruch bezwarunkowy. Zaraz jednak wróciliśmy do pająka żeby podziwiać jego piękno. Duży jak dłoń rosłego mężczyzny, gdy poczuł zagrożenie zaczął ciągnąć za sobą kulę w sobie tylko znanym kierunku, od czasu do czasu drapiąc swędzące od ugryzień miejsca. Długo i z coraz bliższa obserwowaliśmy stworzonko, zapominając, że tarantule potrafią skakać, a ich ukąszenia chociaż raczej nie śmiertelne, to bywają bardzo bolesne nawet przez miesiąc po ukąszeniu.











Hehe…. w tych ruinach to możliwe ze pająk sie nie drapał po swędzących ugryzieniach tylko “wyczesywał włoski” to zachowanie mające na celu powiedzenie natrętom “ej śe wal śe” a w przypadku jak te włoski sie dostaną dgzies do oczu albo kinola… to moze byc podrażnienie :P A z tego co mi jeszcze wiadomo o pająkach to nadrzewne skaczą ;) a naziemne średnio :P, hehe no ale spotkanie osobliwe :)