Moje błękitne okulary

wiersze, podróże, fotografia

Pająk Majów… skorpionem?

O ja piexxxxe…, co to jest???!!!!! Na dźwięk tego okrzyku wszystkie spojrzenia i latarki zwróciły się w stronę najciemniejszego kąta niewielkiej katakumby. To coś, co tam zobaczyliśmy wywołało (przynajmniej u mnie) gęsią skórkę w okolicach potylicy. Zawołaliśmy naszego przewodnika po belizyjskich ruinach Majów, jednego z trzech stróżów piramid Caracol.

Co to jest – pająk czy skorpion?? Przewodnik zerknął na przedziwnego ruchliwego zwierza i stwierdził, że właściwie to nie wiadomo… nazywają go tutaj Pająkiem Majów. Czy jest groźny? No on wolałby nie sprawdzać…

Za radą przewodnika nie sprawdzaliśmy, czy pająk jest groźny – nie znalazł się śmiałek, który pogłaskałby go po pyszczku. Za to długo przyglądaliśmy się stworzeniu świecąc mu latarkami w oczy. Miał około 15 cm rozpiętości odnóży – rozmiar, który u przeciętnego mieszkańca Europy wzbudza conajmniej respekt.

Sporo czasu zajęło mi później wygooglowanie, cóż to za zwierz. Okazało się, że nie jest to ani skorpion, ani pająk, chociaż należy do pajęczaków. Jest to tępoodwłokowiec (istnieje ponad 130 gatunków tępoodwłokowców), zwany inaczej tailless whip scorpion lub Amblypygi. Zwierzaki tego rzędu to nocne drapieżniki, ponoć niegroźne dla człowieka, bo chociaż mają podobny tryb życia do skorpionów, to nie wytwarzają trucizny. Polują głównie na owady, ale największe z nich mogą upolować nawet żabę… jeśli wierzyć autorowi artykułu.

Prawdopodobnie nie spotkalibyśmy tego ciekawego przedstawiciela tropikalnej fauny, gdyby nie spontaniczna decyzja o nocnej wyprawie na szczyt piramidy w Caracol. O tym, że takie aktywności są niedozwolone, nie myślał już nawet nasz przewodnik, który pozwolił nam przecież rozbić obozowisko u progu piramid, w samym sercu rezerwatu. Nie miał swoją drogą innego wyjścia, ponieważ dojechaliśmy tam bardzo późnym wieczorem, a drogę powrotną rozmył nieustannie padający deszcz. Namioty rozłożyliśmy na betonowym podeście nowego, niedokończonego muzeum. Dach chronił nas od deszczu, a podwyższenie – od jadowitych węży. Węże z kolei chroniły przed intruzami skromne domostwo stróżów rezerwatu. Bardzo uważnie stawialiśmy więc kroki spacerując nocą po mokrej trawie… co zresztą stało się naturalnym odruchem po dwutygodniowym przemierzaniu Belize, podobnie jak dokładne zamykanie namiotu i wytrzepywanie butów przed założeniem.

czerwiec 17, 2008 - Opublikował/a Kasia Szczerbowska | Belize, galeria fotografii, relacje z podróży, świat zwierząt | , , , , , , , | 4 komentarzy

4 komentarzy »

  1. jesteś bardzo dociekliwa!! Gratuluję

    Comment - autor: Anonim | czerwiec 17, 2008 | Odpowiedz

  2. Pięknie to opisalas czytałam to z otwartą buzią::)) Super fajna przygoda pozazdrościć::))

    Comment - autor: M | luty 8, 2009 | Odpowiedz

  3. Po Polsku to się nazywa po prostu “Spawęk” i w żadnym wypadku nie jest groźny dla człowieka ;)

    Comment - autor: rnegundo | czerwiec 5, 2009 | Odpowiedz

  4. No tak, tego się właśnie obawiałam! I teraz cała groza sytuacji odeszła w zapomnienie, czyli inaczej mówiąc poszła się paść :)

    Comment - autor: Kasia Szczerbowska | czerwiec 8, 2009 | Odpowiedz


Dodaj komentarz