Wyprawa do dżungli
Belizyjską dżunglę będziemy wspominać dwojako: jako miłą wycieczkę i jako ciężką przeprawę…
Przyjechaliśmy naszym wypakowanym po brzegi busem do jednej z tych wiosek, w których widok turysty wzbudza powszechne zdziwienie. Tam znaleźliśmy naszego przewodnika – jedynego, który zgodził się zabrać nas do dżungli nocą (byliśmy na miejscu około godziny piątej, a o szóstej zapada zmrok). Wzięliśmy go do naszego busa, w którym zmieściliśmy się wszyscy chyba tylko dzięki temu, że jedna osoba pozostała na dachu… i pojechaliśmy w głąb dżungli.
Zostawiliśmy busa, przygotowaliśmy się do nocnej wyprawy (długie rękawy i nogawki, pełne buty, kapelusze, latarki) i wyruszyliśmy w ciemność. Trasa okazała się niespodziewanie łatwa – gdyby nie fakt, że szliśmy w ciemnościach potykając się o korzenie, a nocne zwierzęta wydawały dziwaczne odgłosy – byłby to spacerek niedzielnego turysty.
Po około godzinie doszliśmy do celu – szczytu pagórka, na którym rozbiliśmy namioty. Najpiękniejszy tego wieczoru był prysznic – ukryte jeziorko wśród lasu i wodospad w nocy robiły niesamowite wrażenie.
Ciąg dalszy nastąpi…
Brak komentarzy.











