Moje błękitne okulary

wiersze, podróże, fotografia

Poznajcie się proszę: to jest koń.

Ognisty rumak, złośliwy kucyk, „stara chabeta”… są pewne stereotypy odnoszące się do zachowania i charakteru koni. W rzeczywistości każdy koń jest „indywidualistą”, ze swoimi specyficznymi reakcjami i zachowaniem.

Poznajcie proszę moje ulubione koniki:

KARAT

Okazały siwek, na pierwszy rzut oka dostojny i opanowany, na drugi rzut – leniwy i niezdyscyplinowany. Ożywia się głównie dwa razy w ciągu trwania zajęć: na początku, kiedy próbuję mu założyć uzdę, i pod koniec – kiedy kierujemy się z ujeżdżalni w stronę stajni, czyli – jedzonka. Za każdym razem, kiedy wchodzę do jego boksu z zamiarem przygotowania go do jazdy, zaczyna się istny cyrk. Siwek widząc ogłowie w moich rękach wyraźnie mówi „nie”… Wyrywa się z mojego uchwytu, ucieka głową na wszystkie strony, a biorąc pod uwagę fakt, że jest ode mnie dużo większy i silniejszy, dużo się muszę namęczyć, żeby mu nałożyć uzdę. Najgorzej jest z wędzidłem… nawet włożenie palców do pyska (nie cała szczęka konia jest uzębiona, można mu więc wsunąć palce w bezzębny obszar bez obawy ugryzienia) nie zawsze sprawia, że otworzy zaciśnięte szczęki i pozwoli sobie wsunąć do paszczy metalowy element. Drugi problem pojawia się z wyprowadzeniem konia na ujeżdżalnię… jeśli powie „nie idę” – to ani siłą, ani prośbą, ani groźbą… im mocniej ciągnę go w jedną stronę, tym mocniej on się zapiera i ciągnie w drugą. Dużo się nagimnastykowałam, zanim doszłam do wiekopomnego wniosku: bacikiem go! Jak dostanie po tyłku to się ruszy.

Jazda na Karacie zdecydowanie nie należy do najbardziej dynamicznych… należy do rodzaju koni, które trzeba „pchać”. Silne uderzenie łydkami w boki, bacikiem w tyłek i krzyk – oto niezbędny zestaw czynności sprawiających, że konik łaskawie zacznie się poruszać we wskazanym (a i to niekoniecznie) kierunku.

Pomimo jego zdecydowanych wad, polubiłam jednak Siwego i doszłam z nim do jako-takiego porozumienia – nie ma już odwagi, żeby odmówić wyjścia na ujeżdżalnię, a jak go zmuszę, to nawet całkiem ładnie galopuje. Ciągle tylko zdarza mu się udawać kulawego – myśli, że jeśli jednej z czterech nóg nie będzie stawiał, to wreszcie uda mi się stracić równowagę i z niego spaść…

HURMA

Klacz przeszło dwudziestoletnia, ale o mentalności źrebaka. Potrafi się przestraszyć gałązki lub słupa, koło którego od dwudziestu lat przechodzi – tak jakby widziała go po raz pierwszy w życiu. Potrafi brykać z energią jednoroczniaka i buntować się przeciwko niezdecydowanemu jeźdźcowi na sobie. W przeciwieństwie do Karata, trzeba ją raczej krótko trzymać, niż pchać. No i nie protestuje, kiedy jej się zakłada ogłowie.

Moją przygodę z Hurmą opisałam we wpisie „Spadłam z konia…”, była wtedy w wyjątkowo bojowym nastroju. Tego konia lepiej nie denerwować… za to koniecznie trzeba ją pochwalić, pogłaskać, przytulić – wtedy wszystko wraca do normy. Hurma pomimo swoich humorów (a może właśnie dzięki nim?) jest jednym z ulubionych koników w stadnine, nazywana przez naszą instruktorkę „Misiunia”.

KASZTELANKA

Kasztelanka jest kucem huculskim. Jako na kucu nie jeździ mi się na niej najlepiej – krótkie nogi konia powodują, że szybciej nimi przebiera, więc szybciej trzeba reagować… no i bardziej trzęsie. Ale konik jest miły i grzeczny – ładnie reaguje na polecenia, bez problemu się go siodła. Jako kuc ma trochę inne zachowanie od dużych koni, i to mnie troszkę wytrąca z równowagi – potrafi tkwić w totalnym bezruchu i tylko łypać na mnie okiem, przez co ja nie wiem w jakim on jest humorze ani co zamierza.

Moje spotkanie z Kasztelanką było dość zabawnym widowiskiem dla wszystkich kursantów. Miałam bowiem dość poważne problemy z wsiadaniem. Za każdym razem, gdy ja podnosiłam nogę aby włożyć nogę w strzemię, Kasztelanka schylała głowę, żeby mnie… ugryźć w tyłek. Ja wtedy automatycznie stawiałam nogę z powrotem na ziemi… a konik udawał, że wcale nic nie zrobił. Znowu bezruch i łypanie okiem. Tak chyba pięć razy z rzędu – ja noga w górę, to on mnie w tyłek. Inni jeźdźcy tarzali się ze śmiechu razem ze swoimi konikami. Dopiero, gdy postanowiłam zignorować próby Kasztelanki (która w rzeczywistości wcale mnie nie gryzła), udało mi się wreszcie wsiąść.

Na prezentację kolejnych końskich indywidualistów zapraszam przy następnym wpisie.

Reklamy

Listopad 11, 2007 - Posted by | konie |

1 komentarz »

  1. :)

    Komentarz - autor: K1 | Listopad 14, 2007 | Odpowiedz


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: